02 marca 2008

Rocky

"Apollo jest najlepszy. Jeśli dotrwam, jeśli po gongu nadal będę stał, to wtedy po raz pierwszy w życiu nie poczuję się jak śmieć."

Dzisiaj chciałbym was przekonać do spojrzenia bardziej przychylnym okiem na film "Rocky" (1976r) z Sylvestrem Stallone w głównej roli. Chcę Wam pokazać, że większość ludzi patrzy na niego z perspektywy jego kolejnych części, których było już 5, a które są zupełnie innymi filmami niż pierwowzór. Wszystkie kolejne części zostały nakręcone na fali popularności części pierwszej i miały na celu zarobienie jak największej kasy przy jak najmniejszym wysiłku scenarzysty. Te wszystkie kontynuacje obracały sie wyłącznie wokół walk bokserskich. To walki były głównym tematem, do którego niejako "doszywano" jakąś tam naprędce skleconą historię, która w dosyć banalny sposób uzasadniała kolejne dwie walki. Zawsze były dwie walki: pierwsza, w której bohater pozytywny przegrywał, i druga, w której był rewanż :) Lanie się po mordach było głównym tematem filmu i właściwie to chyba właśnie tego oczekiwali widzowie idąc na kolejne części. Sama treść była tylko wypełniaczem tych kilkudziesięciu minut pomiędzy walkami.

W pierwszej cześci sprawa ma sie zupełnie inaczej. Tu walka jest niejako zwieńczeniem całej historii i gdyby nie jej symbolika, byłaby marginalnym epizodem. Jeśli zwrócicie na to uwagę, to zobaczycie, że cały film jest praktycznie "przegadany" i pokazuje konkretny świat z "żywymi" bohaterami, którzy maja własne kłopoty, wady i marzenia. Postaci są naprawdę wyraziste i niejednorodne. Niebanalne. Cały film opowiada historię chłopaka, który może i jest zdolny, ale "rozmienia się na drobne". Cały czas czuje się nikim i nie stara się tego zmienić, bo sam też uważa, że jest nic nie wart. A jego znajomi również nie są idealni, mają własne kompleksy i nie wyprowadzaja go z tej drogi bycia przeciętniakiem. Gdy szczęście uśmiecha się do Rocky'ego, to wtedy bardzo dobrze widać jak wychodzą jego kompleksy chłopaka, który nie wierzy w siebie, bo tak naprawdę powtarzano mu to całe życie.

Rocky - Mój ojciec mówił mi, że jak nie masz w głowie, to musisz skupić się na ciele. Czemu się uśmiechasz?
Adrienne - Bo moja matka mówiła odwrotnie "nie masz pięknego ciała, więc popracuj nad głową"

Film pokazuje również jak powstał związek Rocky'ego i Adrienne i jak bardzo sie oni od siebie różnili, ale jednocześnie jak bliskimi dla siebie byli osobami. Zbliżył ich chyba ten sam brak wiary we własne siły, a jego wspólne przezwyciężanie i wspieranie się nawzajem stanowi główną siłę pozwalającą ukształtować się temu związkowi.
Poza tym, bardzo podoba mi się Philadelphia pokazana w tym filmie. W ogóle atmosfera filmu jest bardzo konsekwentnie zbudowana i spójna. Aż się czuje ten chłód, przenikliwe zimno i zapach brudnej dzielnicy. A jak Rocky wchodzi do sali treningowej, gdzie ćwiczy mnóstwo zawodników, to czuje się zapach potu i śmierdzącą podłogę, w którą ten pot wsiąka od lat. Mieszkanie Rocky'ego to istny majstersztyk. Wlaśnie tak powinno wygladać mieszkanie bardzo biednego singla-boksera. Na pierwszy rzut oka nie zwraca się na to uwagi, ale po bliższych "oględzinach" wychodzi mnóstwo smaczków. Widać, że ktoś się przyłożył.

Relacje Adrienne z bratem Paulim (super zagrana rola przez Burta Younga) i Rocky'ego z Mickeyem (tu jeszcze bardziej rewelacyjny Burgess Meredith), rodzaca się miłość Rocky'ego i Adrienne są głównymi tematami tego filmu! Film jest o walce ze swoimi słabościami i kompleksami. Walce o miłość i o należny szacunek. To film o wyzwoleniu z więzienia własnej słabości i nauce jak zacząć szanować samego siebie. A ukazano to w sposób dość sugestywny i naturalny. Dialogi są naprawdę fajne i czasami potrafią oddać sedno sprawy tylko paroma słowami. Przykład? Jak Rocky jest wściekły na Mickey'a, to nie opowiada mu przez 5 minut o co ma do niego żal, tylko wypala "wykopałeś mnie z mojej szafki!", co dokładnie odpowiada dialogowi, w którym Rocky wyłuszczałby 6 lat swoich frustracji. Są też oczywiście i humorystyczne, typowo "męskie" wypowiedzi dotyczące np. treningu: "Będziesz pluł gwoźdźmi, jadł błyskawice i pierdział grzmotami!". To niby taki ma być Rocky po treningu z Mickey'em :) Są też sceny, które stały się klasykami (picie jajek o 4 nad ranem czy wbieganie po schodach jako symbol pokonywania wlasnych słabości).

A walka bokserska? Film trwa 114 minut z czego walka to chyba tylko około 10 ostatnich minut. I w dodatku Rocky ją przegrywa.

Aha, i pamiętajcie, że "Rocky" zdobył 3 Oskary, w tym za najlepszy film 1976 roku.
Zachęcam do obejrzenia i popatrzenia z innej perspektywy :)

28 lutego 2008

Lejdis

Niedawno byliśmy w kinie na filmie "Lejdis". Zrobiliśmy to, bo bardzo się nam podobał "Testosteron" i stwierdziliśmy, że prawie ten sam zespół ludzi jest jakąś tam gwarancją dobrej zabawy podczas oglądania kolejnej produkcji. W sumie się nie pomyliliśmy. Co prawda spodziewaliśmy się odpowiednika "Testosteronu" tylko w wersji damskiej, ale okazało się, że jest to tak naprawdę inna konwencja, choć równie atrakcyjna. Piszę tego posta, bo od dawna polskie filmy są totalnie nijakie i w dodatku prawie takie same. Trudno mi pisać o naszych komediach romantycznych, bo mnie "nerwy biorą". Nie mówię, że ich nie lubię, bo dobry film, niezależnie od kategorii którą reprezentuje, miło jest obejrzeć. Może to być historia naiwnej, niewinnej dziewczynki z małego miasta, w której szaleńczo zakochał się milioner ze stolicy. Może to być film, w którym cyborgi-mutanty pożerają ludzi. Nieważne, byle by był sensownie zrealizowany. Jak idę na horror, to wiem czego się spodziewać i nie wymagam intelektualnych fajerwerków. Jak chcę obejrzeć komedię romantyczną, to też nie spodziewam się studium psychologicznego, bo wtedy wypożyczyłbym coś Kieślowskiego. Ale w rodzimych komediach romantycznych poziom oderwania od rzeczywistości jest nieakceptowalnie duży, a fabuła tak infantylnie prosta, że nie wiem czy mnie przypadkiem nie obrażają. Opowiadana historia jest tak naiwna i nierealna, że człowiek nawet przestaje już zwracać uwagę na durne teksty wypowiadane przez aktorów, bo w sumie to są tak bezsensowne, ze nawet pasują do całej bezsensownej historii. O grze aktorów nie piszę, bo może i są dobrymi fachowcami, ale niestety nie mają co grać. W grę wchodzą tylko 2 zestawy emocji: mina smutna, ewentualnie rozmarzona oraz zestaw drugi pod tytułem "wesoły, zawsze uśmiechnięty głuptasek". No i te wszystkie plany, dzięki którym zaczynam się zastanawiać, czy aby na pewno mieszkam w tym mieście co na filmie, bo jakoś to wygląda zupełnie inaczej. Rzeczywistość, szczególnie finansowa, też wygląda inaczej. W realu samotna matka pracuje na 2 etaty i nie przelewa jej się, a na filmie na luzie kupuje ziemię i stawia dom i ogólnie to jest jej dobrze.

I tego typu spostrzeżenia odnoszą się do ogromnej większości filmów polskich, więc jak raz na jakiś czas pojawi się rodzynek, to myślę, że warto o tym wspomnieć. Nie twierdzę, że "Lejdis" rzucają na kolana, ale w ogólnym zalewie totalnego i kretyńskiego chłamu, jest pozycją godną polecenia, bo nie jest totalnie głupi i nawet dobrze się go ogląda. Nie denerwuje. A to już dużo :)
P.S. W marcu wchodzi "John Rambo"! Wow, przypominają mi się lata 80-te i VHS'y. Z pewnością pójdę, bo jestem sentymentalny :)

01 lutego 2008

Slayer

Religion is hate
Religion is fear
Religion is war
Religion is rape
Religion's obscene
Religion's a whore
The pestilence of Jesus Christ
There never was a sacrifice
No man upon the crucifix
Beware the cult of purityInfectious imbecility
I've made my choice666!


Spokojnie... nie radykalizuję się... to tylko taka moja mała prowokacja (Slayer 'Christ Illusion'). Ale jak tak czasami sobie tego słucham, to za każdym razem przychodzi mi do głowy jedna i ta sama myśl: u nas by to nie przeszło. Tzn. jestem prawie pewien, że jakaś znana kapela, która wydaje legalne płyty, nie mogłaby mieć takich tekstów. Ameryka to rzeczywiście wolny kraj! Już wiem dlaczego w co drugim amerykańskim filmie ktoś tak mówi: "przecież to wolny kraj!", albo "płacę podatki!" - czyli wszystko mi wolno. A jak się nie podoba, to nie słuchaj/oglądaj itp. Nawet Włosi, którzy na co dzień ocierają się o Papieża, produkują pornosy ze sługami kościoła w roli głównej. Wiem, bo widziałem :) A u nas, jak gdzieś w jakiejś galerii ktoś wystawi obraz, gdzie jako motyw występuje krzyż, to już lotne komando beretów sprawdza, czy aby nie mogło to w jakikolwiek sposób obrazić uczuć religijnych... kogokolwiek. I nie jest ważne, że ten ktoś akurat nigdy by tu nie trafił, ale liczy się sam fakt! Jakby tu trafił, to wtedy poczułby się obrażony i to wystarczy. Przypomina mi się nieśmiertelny cytat: "A gdyby tu nagle było przedszkole w przyszłości..." :-) No więc najlepiej takie coś spalić, potem podać do Sądu i na wszelki wypadek jeszcze obrzucić jajami, opluć i zbluzgać (swoją drogą ciekawy jest fakt, że ci wszyscy religijni co protestują przeciw czemuś to zawsze z lubością "rzucają mięchem"). Dlatego zamierzam za chwilę spalić tę płytę, którą nabyłem drogą kupna w jakimś amoku, którego teraz się wstydzę, a empetrójki wywalę z iPod'a zaraz potem. Albo nie, wywalę całego iPoda do śmiecia, bo to zawsze pewniejsze.

28 września 2007

Cytaty z filmów

Dzisiaj tylko trochę cytatów z paru filmów, które lubię. Tak na wesoło i trochę filozoficznie :)


APOCALYPSE NOW


Colonel Walter E. Kurtz "I watched a snail crawl along the edge of a straight razor. That's my dream. It's my nightmare. Crawling, slithering, along the edge of a straight razor … and surviving."








Lieutenant Colonel Bill Kilgore "You smell that? Do you smell that? Napalm, son. Nothing else in the world smells like that. I love the smell of napalm in the morning. You know, one time we had a hill bombed, for twelve hours. When it was all over I walked up. We didn't find one of 'em, not one stinkin' dink body. The smell, you know that gasoline smell, the whole hill. Smelled like … victory."



DIRTY HARRY
Harry Callahan "I know what you're thinking. "Did he fire six shots or only five?" Well, to tell you the truth, in all this excitement I kind of lost track myself. But being as this is a .44 Magnum, the most powerful handgun in the world, and would blow your head clean off, you've got to ask yourself a question: Do I feel lucky? Well, do ya punk?"


"Opinions are like assholes; everybody has one."


FORREST GUMP

Forrest Gump "Mama always said life was like a box of chocolates, never know what you're gonna get."

Drill Sergeant: Gump! What's your sole purpose in this army?
Forrest Gump: To do whatever you tell me, drill sergeant!
Drill Sergeant: God damn it, Gump! You're a god damn genius! This is the most outstanding answer I have ever heard. You must have a goddamn I.Q. of 160. You are goddamn gifted, Private Gump.

Drill Sergeant: Gump! Why did you put that weapon together so quickly, Gump?
Forrest Gump: You told me to, Drill Sergeant.


FULL METAL JACKET

Gunnery Sergeant Hartman, Drill Instructor: How tall are you, private?
Pvt. Cowboy: Sir, five-foot-nine, sir!
Gunnery Sergeant Hartman, Drill Instructor: Five-foot-nine, I didn't know they stacked shit that high.




DEVIL'S ADVOCATE


John Milton: Free will, it is a bitch.
Kevin Lomax: What are you?
John Milton: Oh, I have so many names...
Kevin Lomax: Satan
John Milton: Call me Dad.





PULP FICTION


Butch: You're okay?
Marsellus: No man. I'm pretty fuckin' far from okay.





RAMBO

Zaysen: Who are you?
Rambo: Your worst nightmare.

Hamid: What's that?
Rambo: It's blue light.
Hamid: What does it do?
Rambo: It turns blue.

Colonel Trautman: How's the wound?
Rambo: You taught us to ignore pain, right?
Colonel Trautman: Is it working?
Rambo: Not really.

Colonel Trautman: Vagrancy wasn't it? That's gonna look real good on his grave stone in Arlington: Here lies John Rambo, winner of the Congressional Medal of Honor, survivor of countless incursions behind enemy lines. Killed for vagrancy in Jerkwater, USA.

17 lipca 2007

Dawkins

Jakiś czas temu oglądałem dokument na kanale 'Planete', w którym Richard Dawkins opowiadał główne założenia i wnioski ze swojej nowej, bestsellerowej książki "Bóg urojony". Książkę oczywiście już zamówiłem, bo Dawkins należy do moich ulubionych autorów, ale tak na marginesie, zapadła mi w głowie pewna sentencja, którą wygłosił jakiś noblista: Gdyby nie było religii, to dobrzy ludzie czyniliby dobre rzeczy, a źli złe. Gdy pojawia się religia, to dobrzy ludzie zaczynają czynić zło. Zdanie wyrwane z kontekstu i może wydać się nie do końca zrozumiałe, ale głównie chodzi o to, że religia od zawsze była źródłem uprzedzeń, nietolerancji, zaciekłej nienawiści oraz niejednokrotnie usprawiedliwionej zbrodni. Niezależnie od tego, w którego Boga się wierzy. Wiara nie opiera się na faktach czy zdrowym rozsądku. Wiara to dar, który pozwala ludziom bezkrytycznie wierzyć w każde słowo proroka i w jego imieniu nawracać niewiernych. Religia to wirus, który towarzyszy nam od wieków i ewoluuje razem z nami. Bóg jest urojonym wymysłem bez żadnego naukowego dowodu na jego istnienie, a mimo to potrafi z dobrych ludzi uczynić nienawistną armię fanatyków. To tyle z Dawkinsa. Czekamy na fatwę w jego sprawie i inne klątwy, które niechybnie się pojawią.

16 lipca 2007

LiS

W ciągu ostatnich dni mogliśmy się naprawdę naocznie przekonać ile znaczy słowo polskiego polityka. Jednego dnia Endrju zaprzysięga się, że już nigdy więcej nie spojrzy nawet w stronę Jarka, a o koalicji to nie warto nawet wspominać itp. itd. I powtarza to w TV w różnych programach. Jakby mógł, to pewnie by jakiś cyrograf nawet podpisał, żeby było wiadomo, że nie rzuca słów na wiatr. Własną, chłopską krwią. A już następnego dnia okazuje się, że jednak zostaną w koalicji i jest zupełnie inaczej niż wczoraj, a tak w ogóle to przecież dla dobra 4RP trzeba się poświęcić i pozostać w tej niewygodnej koalicji w tym ohydnym Rządzie. Teraz z kapelusza iluzjonisty wyskakuje nie zając, tylko LIS. Silny jak lew podobno. No cóż, jakoś trzeba się ratować i pochwycić te ostatnie koła ratunkowe, żeby nie pochłonął nas ocean zapomnienia. No i te wszystkie posady, zobowiązania, kredyty ... ho, ho. Nazbierało się tego, bo ręka była hojna i wszyscy w rodzinie poznali kto tu Panem na folwarku. A sondaże są bezlitosne i trzeba elastycznie na nie reagować. Roman i Endrju elastyczni są. To już wiemy. Oczywiście wszystko to robią wyłącznie dla dobra 4RP i wszystkich Polaków... niezależnie od tego czy stali Tu czy Tam Gdzie Stało ZOMO. LISek chce po prostu wszystkim zrobić dobrze, a za pierwszy i najważniejszy cel obrał sobie kurnik europejski i za wszelką cenę (nawet utraty rudej kity) będzie starał się nie dopuścić do jakiejkolwiek zgody na eurokonstytucję, bo wtedy Polska utraci suwerenność i w ogóle nie bedziemy mieli już nic do powiedzenia. Zaleje nas fala homofili z Brukseli, Żydów z całego świata, ateistów z piekła i podstępnych Eskimosów zupełnie nie wiadomo skąd. I wszystko to mówią z poważną miną w TV i co? Myślą, że uwierzę? Mają mnie za debila jak mniemam. Jezu, skoro możesz wmieszać się w mecz piłkarski i przystawić znienacka swoją nogę tak, aby piłka wpadła do bramki i Brazylia znowu mogła triumfować, to czemu nie możesz tą samą nogą kopnąć w tyłek tych wszystkich co uważają mnie za takiego kretyna?!

13 kwietnia 2007

Cezar

"Galia est omnis divisa in partes tres. Quorum unam incolunt Belgae aliam Aquitani. Tertiam qui ipsorum lingua Celtae nostra Gali apelantur" czyli "Galia jako całość dzieli się na trzy części. Jedną z nich zamieszkują Belgowie, drugą Akwitanie, a trzecią te plemiona, które we własnym języku noszą nazwę Celtów, w naszym Galów". To pierwsze słowa pamiętnika Gajusza Juliusza Cezara (~100-44r p.n.e.) "O wojnie galickiej". Ten cytat pamiętam do tej pory. Poznałem go za młodu, podczas wsłuchiwania się w twórczość Jacka Kaczmarskiego (1957-2004). Teraz powrócił do mnie, gdy zacząłem czytać "Corpus Caesarianum" - pierwszy w języku polskim przekład wszystkich pamiętnikarskich opisów wojen prowadzonych przez Gajusza Juliusza Cezara. Rzym przez wiele lat był kwitnącą republiką, czyli państwem, które na ówczesne standardy można by uznać za demokratyczne. Choć na początku panowali tam królowie, to jednak właśnie późniejszy okres republiki przyczynił się do powstania i ugruntowania prawa i zwyczajów, z których ustroje demokratyczne czerpią do dziś. Republika Rzymska, choć oczywiście niedoskonała, stała się wzorem do naśladowania, bo wniosła wiele nowch 'wynalazków' prawnych służących szeroko pojętym swobodom obywatelskim. Nie bez powodu dzisiejsi studenci prawa mają przedmiot traktujący o prawie rzymskim. I dopiero działalność GJC doprowadziła do spektakularnego upadku republiki. Praktycznie całe dorosłe życie GJC upłynęło na toczeniu wojen z mieszkańcami terenów, które jeszcze opierały się Republice i stawały na drodze potężnemu Rzymowi. W stosunkowo nielicznych przerwach, gdy powracał z pola walki do Rzymu, knuł i spiskował politycznie przeciw Senatowi i panującym tam układom. Jedynym jego celem, który wyznaczył sobie już dawno, było zdobcie władzy absolutnej. I realizował go systematycznie, planowo i genialnie. O ironio, jego niezwyciężone legiony wycinały w pień ludność cywilną i wrogie armie niosąc ze sobą sztandary SPQR (senatus populusque romanus - senat i lud rzymski), symbol dobrodziejstw Republiki! Sama wojna w Galii zajęła Cezarowi 8 lat (58-50r p.n.e.). Po jej zakończeniu dysponował ogromnym zdobycznym bogactwem oraz rzeczą po stokroć ważniejszą - popularnością wśród ludu rzymskiego, bez akceptacji którego nie mógłby się zdobyć na tak radykalne kroki, które podjął. W sytuacji, w której wiedział, że podczas jego nieobecności w Rzymie Senat praktycznie zablokował jego dalszą karierę (bo już dawno rozszyfrowano jego plany), jako pierwszy w historii dowódca wkroczył (49r p.n.e.) z legionami na teren Rzymu (to było zabronione, legiony nie mogły tam stacjonować). Postawił wszystko na jedną kartę ("kości zostały rzucone"). Albo siłą zdobędę władzę i rozpędzę lub podporządkuję sobie Senat, albo jestem już nikim. Zaryzykował i wygrał. Bez ogromnej popularności wśród ludu (przecież tyle zdobył i reformę agrarną nam uczynił!) byłoby to niemożliwe. Przez kolejne lata w całym Rzymie toczyła się wojna domowa. Bito się nawet w Hiszpanii. Aż wreszcie GJC osiągnął cel. W 44r p.n.e został mianowany dyktatorem dożywotnio i otoczono go kultem boskim. (dygresja: jego dzieło kontynuował syn siostrzenicy Cezara, adoptowany przez Cezara Oktawian August, który po bitwie pod Akcjum pokonał Marka Antoniusza i zdobył pełną i formalną władzę w całym państwie. Tym samym zgasił ostatni płomyk tlącej się jeszcze Republiki. To on był pierwszym Cesarzem rzymskim i to od tego momentu datuje się całkowity upadek Republiki oraz powstanie Cesarstwa). No i co z tego, że Gaiuszowi się udało, skoro długo się nie nacieszył tym faktem. W tym samym roku ukatrupili go w idy marcowe - 15 marca. Oczywiście w Senacie, który miał mu być posłuszny. I tak sobie myślę, że chyba nie warto przez całe życie wojować i spierać się ze wszystkimi i o wszystko. Nie warto dążyć ciągle do konfrontacji i w każdym upatrywać wroga. Nie warto wreszcie uważać się za jedynego mającego zawsze rację, którego decyzje nie podlegają debacie, bo nawet jak się komuś uda i banda żądnych zachowania swoich przywilejów uzna kogoś takiego za boskiego, to i tak wcześniej czy później ci sami wbiją mu nóż w bebechy i tym się to skończy. Jak ktoś dąży do czegoś po trupach i nie słucha żadnych uwag, to jest bardzo prawdopodobne, że długo się ten ktoś sukcesem nie nacieszy. Nawet jak się jest tak genialnym strategiem i obytym w politycznych gierkach jak Cezar. No więc Panie Jarku i Leszku... jak to jest? Jesteście genialniejsi od Cezara?

23 lutego 2007

Szkocja

Parę dni temu usłyszałem w radiu, że u nas nie jest jednak tak źle i inni też miewają ciekawe pomysły. I tak na przykład w Szkocji, podobno postanowili, że w placówkach medycznych, które powinny świecić przykładem tolerancji, nie będzie można używać przy dziecku słów takich jak "mama", "tata", "rodzice" itp. Poprawnymi politycznie zwrotami będą natomiast "opiekunowie", "partner". Chodzi o to, żeby pary homoseksualne nie poczuły się dyskryminowane. Ale jaja co?! No niby w rodzinie 2 gejów nie ma mamy, ale to chyba kurde lekka przesada. No i ~3000 rodzim homo jest happy, ale co z milionami dzieci rodziców hetero? Już nie moga powiedzieć do mamy "Mamusiu". To co? One nie są dyskryminowane? Strasznie to wszystko porąbane... prawie jak u nas. Ale to jeszcze nic! Patrzcie na to! Na jakimś tam formularzu do tej pory w rubryce "Płeć" można było wybrać "Mężczyzna" lub "Kobieta", a teraz pojawiła się trzecia opcja - "Inna". Niezłe prawda? Niedomyślnym wyjaśniam, że chodzi tu o to, żeby transwestyci też czuli się komfortowo. Nic dodać, nic ująć.

22 lutego 2007

Zgoda

W świetle poprzedniego posta oświadczam, że chyba po raz pierwszy w życiu zgadzam się w 100% z Lechem Wałęsą.

21 lutego 2007

WSI

Tak wiele ciekawych i pomysłowych rzeczy dzieje się wokoło nas, że człowiek zaczyna się przyzwyczajać i przestają go dziwić rzeczy, które jeszcze jakiś czas temu powitałby unosząc brwi do góry. Z tych nieprzeciętnie kreatywnych pomysłów wybrałem jeden, który szczególnie przypadł mi do gustu. Zasługuje na nagrodę... może ustanowię jakąś wkrótce, bo szkoda by było, aby tak genialny pomysł był stawiany na równi z całą resztą pospolitych, genialnych pomysłów naszej klasy rządzącej. Tak, tak, znowu chodzi o nich. A konkretnie? O likwidację WSI. Nie kwestionuję samego pomysłu, bo się na tym nie znam i tym bardziej nie znam szczegółów - może powody były, choć z tego co słyszę, to gówno było. Nasi jak zwykle za przejawy nielegalnej działalności służb uznali normalną działalnosć wywiadu, stosowaną na całym świecie (np. zakładanie i kontrolowanie firm). Nieważne, że wszyscy mówią, iż takie rzeczy jak naprawa służb miała miejsce już w innych krajach, ale nikt nie wpadł na pomysł, aby je naprawiać poprzez likwidację. Wszystkie służby miały wpadki i to nieliche (vide CIA), ale z tego powodu nikt ich nie rozwiązywał. Zresztą, nie mnie oceniać samą zasadność decyzji, choć muszę przyznać, że się z nią nie do końca zgadzam. Pal sześć! Ale, Panienko Przenajświętrza, co za genialny racjonalizator wpadł na pomysł, by ujawniać te cholerne listy! (uwaga: to było pytanie retoryczne) W sumie nic się nie stało. Tylko daliśmy obcym wywiadom powód do pracy w weekend. Nasi mówią, że spoko, panujemy nad wszystkim. A do Dukaczewskiego dzwonią pracownicy na placówkach i pytają się, co do kurwy nędzy mają robić, bo boją się zadzwonić do obecnego szefostwa, no bo ..... wiadomo co, a Ruscy już Zdzisia i Kazika aresztowali. Oczywiście niektórym spędza sen z powiek myśl, jak tu teraz werbować nowych informatorów i utrzymać obecnych (tych, których niewystarczająco silnie złapano za jaja), skoro poszło w świat, że Polacy ujawniają swoje żródła? Dobre pytanie, bo jeszcze nikt czegoś takiego nie zrobił i nikt nie wie czym to się może skończyć (tak powiedział jakiś tam ekspert). Pożyjemy zobaczymy. Ale jak znam życie, to jak jakiś psor na uczelni wytypuje fajnego studenta i da o tym znać do służb, to jak oni przyjdą do niego i zaproponują - 'Stary, chodź z nami! Świetlana przyszłość przed nami. Coś dla ambitnych, zdolnych i lubiących dreszczyk emocji. Krajowi się przysłużysz. Ojczyzna ci podziękuje.' To wtedy on odpowie - 'Podziękuję?! Instalacja wam pierdolnęła?! A za parę lat, jak już osiwieję ze stresu, to jakiś kolejny mądry polityk ogłosi światu, że jestem bydle, choć z całego serca służę Ojczyźnie. I wrzuci mnie do jednego worka z konfidentami i ogólnie zwykłym bydłem. Eeeee.... wiecie co, chyba na razie nie przyjmę waszej propozycji, a poza tym, to spieszę się na kolokwium. Papa.' Hmmm... teraz praca w wywiadzie i innych pokrewnych służbach, to będzie wyzwanie. Panowie dadzą radę, ale po co rzucać im kłody pod nogi? No ale któż to mógł przewidzieć?! Szczególnie po 1992r. Ja bym nigdy nie skojarzył, że jak się pozwoli Antoniemu gotować zupę specjalną, to z pewnością wykipi, albo przynajmniej nie da się jej potem zjeść i trzeba będzie gotować od nowa. I nie ważne będzie, że zmarnowaliśmy w tej zupie dobrego kurczaka i świetne warzywa. Kupi się nowe. Tylko, żeby wyhodować odpowiednio dobre warzywa, potrzeba lat! Ale tym co gotują, to najwyraźniej wisi.