21 lutego 2007

WSI

Tak wiele ciekawych i pomysłowych rzeczy dzieje się wokoło nas, że człowiek zaczyna się przyzwyczajać i przestają go dziwić rzeczy, które jeszcze jakiś czas temu powitałby unosząc brwi do góry. Z tych nieprzeciętnie kreatywnych pomysłów wybrałem jeden, który szczególnie przypadł mi do gustu. Zasługuje na nagrodę... może ustanowię jakąś wkrótce, bo szkoda by było, aby tak genialny pomysł był stawiany na równi z całą resztą pospolitych, genialnych pomysłów naszej klasy rządzącej. Tak, tak, znowu chodzi o nich. A konkretnie? O likwidację WSI. Nie kwestionuję samego pomysłu, bo się na tym nie znam i tym bardziej nie znam szczegółów - może powody były, choć z tego co słyszę, to gówno było. Nasi jak zwykle za przejawy nielegalnej działalności służb uznali normalną działalnosć wywiadu, stosowaną na całym świecie (np. zakładanie i kontrolowanie firm). Nieważne, że wszyscy mówią, iż takie rzeczy jak naprawa służb miała miejsce już w innych krajach, ale nikt nie wpadł na pomysł, aby je naprawiać poprzez likwidację. Wszystkie służby miały wpadki i to nieliche (vide CIA), ale z tego powodu nikt ich nie rozwiązywał. Zresztą, nie mnie oceniać samą zasadność decyzji, choć muszę przyznać, że się z nią nie do końca zgadzam. Pal sześć! Ale, Panienko Przenajświętrza, co za genialny racjonalizator wpadł na pomysł, by ujawniać te cholerne listy! (uwaga: to było pytanie retoryczne) W sumie nic się nie stało. Tylko daliśmy obcym wywiadom powód do pracy w weekend. Nasi mówią, że spoko, panujemy nad wszystkim. A do Dukaczewskiego dzwonią pracownicy na placówkach i pytają się, co do kurwy nędzy mają robić, bo boją się zadzwonić do obecnego szefostwa, no bo ..... wiadomo co, a Ruscy już Zdzisia i Kazika aresztowali. Oczywiście niektórym spędza sen z powiek myśl, jak tu teraz werbować nowych informatorów i utrzymać obecnych (tych, których niewystarczająco silnie złapano za jaja), skoro poszło w świat, że Polacy ujawniają swoje żródła? Dobre pytanie, bo jeszcze nikt czegoś takiego nie zrobił i nikt nie wie czym to się może skończyć (tak powiedział jakiś tam ekspert). Pożyjemy zobaczymy. Ale jak znam życie, to jak jakiś psor na uczelni wytypuje fajnego studenta i da o tym znać do służb, to jak oni przyjdą do niego i zaproponują - 'Stary, chodź z nami! Świetlana przyszłość przed nami. Coś dla ambitnych, zdolnych i lubiących dreszczyk emocji. Krajowi się przysłużysz. Ojczyzna ci podziękuje.' To wtedy on odpowie - 'Podziękuję?! Instalacja wam pierdolnęła?! A za parę lat, jak już osiwieję ze stresu, to jakiś kolejny mądry polityk ogłosi światu, że jestem bydle, choć z całego serca służę Ojczyźnie. I wrzuci mnie do jednego worka z konfidentami i ogólnie zwykłym bydłem. Eeeee.... wiecie co, chyba na razie nie przyjmę waszej propozycji, a poza tym, to spieszę się na kolokwium. Papa.' Hmmm... teraz praca w wywiadzie i innych pokrewnych służbach, to będzie wyzwanie. Panowie dadzą radę, ale po co rzucać im kłody pod nogi? No ale któż to mógł przewidzieć?! Szczególnie po 1992r. Ja bym nigdy nie skojarzył, że jak się pozwoli Antoniemu gotować zupę specjalną, to z pewnością wykipi, albo przynajmniej nie da się jej potem zjeść i trzeba będzie gotować od nowa. I nie ważne będzie, że zmarnowaliśmy w tej zupie dobrego kurczaka i świetne warzywa. Kupi się nowe. Tylko, żeby wyhodować odpowiednio dobre warzywa, potrzeba lat! Ale tym co gotują, to najwyraźniej wisi.